Prawie jak w studio

Krzysztof Sędzicki o różnych wydarzeniach sportowych. Prognozy, opinie, analizy i felietony - prawie jak w telewizyjnym studio...

Światowa piłka

  • piątek, 30 stycznia 2015
    • Wszystkie oczy na Australię

      W ciągu ostatnich kilkunastu dni oczy całego świata zwrócone są na Australię. Przede wszystkim ze względu na coroczny Australian Open, ale w tym roku poza wielkoszlemowym turniejem w Melbourne, odbywa się także piłkarski Puchar Azji. Już w sobotę o 10:00 polskiego czasu na Stadium Australia w Sydney wybiegną jedenastki Australii i Korei Południowej.

      Będzie to rewanż za rozegrany dokładnie dwa tygodnie wcześniej mecz fazy grupowej. Wówczas podopieczni Ulego Stelike wygrali 1:0. Spotkanie to komentowałem na żywo w TakSięGra FM, więc zachęcam do obejrzenia skrótu:

       

      Post użytkownika TakSięGra FM.

      Niestety nie mogę skomentować meczu finałowego, ale mam nadzieję, że będzie on obfitował w bramki i dramaturgię, na przykład taką, jak ćwierćfinałowa batalia pomiędzy Iranem i Irakiem. Zmierzą się ze sobą bezapelacyjnie dwie najlepsze drużyny całego turnieju. Gospodarze są najbardziej bramkostrzelną ekipą tegorocznego Pucharu Azji, zaś Koreańczycy ani razu jeszcze nie stracili na nim gola. 

      Dopiero w sobotnim finale przekonamy się o maksymalnym potencjale obu drużyn. W spotkaniu grupowym trener Ange Postecoglu dał pograć kilku rezerwowym, a trio Leckie-Kruse-Cahill pojawiło się w grze dopiero na ostatnie 20 minut. Pełnych 90 minut nie zagrał także największy gwiazdor reprezentacji Korei Płd, Heung-Min Son. Obyśmy więc w najważniejszym meczu tych mistrzostw zobaczyli to, co w tamtejszym futbolu najlepsze. Bo o tym, że zarówno w jednym, jak i w drugim zespole drzemie ogromny potencjał, zdążyliśmy się już przekonać. Czas zweryfikować go na tle godnego siebie przeciwnika.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      ks_jerry
      Czas publikacji:
      piątek, 30 stycznia 2015 22:14
    • Zmartwychwstanie po raz n-ty

      Ogromnie mi wstyd, że mimo usilnej próby reanimacji bloga we wrześniu, nie udało mi się tego zrobić na stałe. Podejmuję więc kolejną próbę. Mam nadzieję, iż teraz się uda. Nie potrafię opuścić miejsca, które stało się moją małą trampoliną do dziennikarskiego świata. Od razu uprzedzam - wciąż jeszcze jestem żółtodziobem, ale z nieco większym doświadczeniem terenowym. 

      Nie zamierzam robić nic na siłę, ale chciałbym być regularny i dbać o to, by w każdym tygodniu coś się pojawiało. W końcu syndykat (miło mi, że mnie z niego nie wykreślono) zobowiązuje. Mam kilka tematów, projektów i innych zaległych rzeczy do zrobienia, więc myślę, że to będzie dobry start.

      Na początek małe multimedia, czyli skrót z meczu półfinałowego Pucharu Azji pomiędzy Australią i Zjednoczonymi Emiratami Arabskimi. Komentowałem go wraz z ekspertem od futbolu na Antypodach, Adamem Kotleszką.

       

      Post użytkownika TakSięGra FM.

      Wkrótce wrzucę także skrót meczu grupowego Socceroos z Koreą Południową, jako przypomnienie i zapowiedź finału tego turnieju.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      ks_jerry
      Czas publikacji:
      piątek, 30 stycznia 2015 00:08
  • poniedziałek, 15 lipca 2013
    • Za wcześnie, by mówić o zmianie warty, choć są ku temu podstawy

      Ponieważ od zakończenia Pucharu Konfederacji minęły 2 tygodnie, nie będę się w niego szczegółowo zagłębiał. Chciałbym jednak zrobić pierwszy krok do powrotu do regularnego pisania po dwutygodniowej przerwie. Trzymajcie kciuki. 

      Odnoszę wrażenie, że spośród wszystkich drużyn, które oglądaliśmy w Brazylii największe zaangażowanie widać było w drużynie... Tahiti. Dla piłkarzy tej reprezentacji był to najprawdopodobniej turniej życia, choć niewykluczone, że za 3 lata na Pucharze Narodów Oceanii znów sprawią niespodziankę i pokonają Nowozelandczyków, dzięki czemu pojadą na Puchar Konfederacji do Rosji. Tak czy siak, to właśnie im należą się największe brawa, bo to oni cieszyli się futbolem najbardziej. Aż się im chciało kibicować!

      Drugą ekipą, której zależało najbardziej, są gospodarze, ale to nic dziwnego, w końcu brakuje im meczów o stawkę i znakomicie się złożyło, że mieli szansę odbyć próbę generalną zarówno organizacyjną, jak i piłkarską. Nie ma wątpliwości, że świetny turniej rozegrali Paulinho (który kilka lat temu okazał się za słaby na... ŁKS Łódź - klub, który już teraz nawet nie istnieje), Fred i Neymar, choć co do tego ostatniego wciąż mam mieszane uczucia.

      Jest to moim zdaniem typowy piłkarski gwiazdor, który lubi robić wokół siebie szum. Nie ulega wątpliwości, że błyszczał najjaśniej spośród wszystkich piłkarzy podczas tej imprezy, ale ja wciąż czekam na prawdziwy test jego możliwości, czyli pierwszy sezon gry w Europie. To nie tak, że życzę mu źle, ale on mnie po prostu jeszcze nie "kupił", jeszcze się nim nie zachwycam. Wciąż czekam na to "olśnienie". Mam nadzieję, że niebawem będę mógł go zakwalifikować do grona największych futbolowych legend, których popisy mogłem dostrzec za swojego życia. Ten chłopak ma możliwości, oby je wykorzystał

      Drużyna prowadzona przez Luisa Felipe Scolariego to już coś innego niż to, co oglądaliśmy na poprzednich Mundialach. Tu nastąpiła zmiana pokoleń pod jego fachowym okiem i może się okazać, że ten zespół zawojuje świat w najbliższych latach. Tym bardziej, że Mistrzostwa Świata rozgrywać będzie przed własną publicznością. To podobno także bardzo pomaga. Póki co, w nocy polskiego czasu z 30 czerwca na 1 lipca ze słynnej Maracany poszedł komunikat: "Świecie, bój się! Oto nadchodzi nowa reprezentacja Brazylii!".

      Jednakże zabrakło mi na tym Pucharze Konfederacji kogoś, kto postawiłby Canarinhos trudne warunki od pierwszego do ostatniego gwizdka. Podobało mi się ich grupowe starcie z Włochami, choć mam wrażenie, że w poczynaniach Wicemistrzów Europy było za mało odwagi. Oni byli w stanie wygrać to spotkanie, tylko zabrakło im takiego zrywu do ataku w odpowiednich momentach. Kto wie, co by było, gdyby nie grano tego spotkania akurat w Brazylii...

      Poza Italią gospodarze nie napotkali na swojej drodze do trofeum wymagającego przeciwnika. Liczyłem, że takim będzie Urugwaj, ale ta drużyna w krótkim odstępie czasu mocno się zmieniła i to niestety na gorsze. Nie doszło tam do większych zmian personalnych, zatem przyczyna leżeć musi w formie samych zawodników. Czyżby już brakowalo sił Forlanowi, Lugano, Perezowi, czy Arevalo? Wyglądało, jakby faktycznie tak było, choć sam życzę im, by jeszcze zdołali oni przygotować należytą formę na przyszłoroczny Mundial, bo już zdążyłem się stęsknić za ofensywnym i efektownym futbolem w ich wykonaniu. Dotarli przecież dzięki temu do półfinału MŚ w RPA, a rok później wygrali Copa America.

      Niestety, w pólfinale z Brazylijczykami mieli poważne problemy w końcówkach połów, choć zarówno w pierwszą, jak i drugą wchodzili nieźle. Brakowało jednak skuteczności, co też powinno trenerowi Oscarowi Tabarezowi dać do myślenia w kwestii dobierania piłkarzy do podstawowej jedenastki. Tym bardziej, że najpierw trzeba sobie prawo startu na MŚ wywalczyć, co na razie przychodzi jego podopiecznym bardzo trudno. Bardzo możliwe, że będą musieli grać w międzystrefowym barażu.

      Dochodzę teraz do Hiszpanów i trudno mi cokolwiek pozytywnego napisać, bo nie zobaczyliśmy niczego wielkiego w ich wykonaniu. Nie da się ukryć, że sam awans do finału wywalczyli w dość szczęśliwych okolicznościach, bo po 90 minutach gry, zanim doszło do dogrywki, zwycięstwo należało się Włochom. Natomiast konfrontacja z Canarinhos obnażyła problemy, z jakimi boryka się Vicente del Bosque - dziurawa, słabo zorganizowana linia obrony i nieskuteczność napastników (o ile w ogóle tacy się w składzie znajdą). Czy był to efekt zmęczenia po sezonie klubowym, czy też La Furia Roja zostali dogonieni i rozgryzieni przez resztę stawki? A jeśli nie podeszli poważnie do Pucharu Konfederacji? Przez najbliższy rok będziemy szukać odpowiedzi na te pytania. Daleki jestem jeszcze od zdania, że czeka nas zmiana warty i skończy się dominacja Hiszpanów. Poza tym, przecież jeszcze nikt po zdobyciu Pucharu Konfederacji nie zdobył Mistrzostwa Świata...

      O Meksyku i Japonii powiedzieć można krótko: są to najlepsze ekipy swoich kontynentów, ale gdy przychodzi do rywalizacji z Europą czy Ameryką Południową - delikatnie mówiąc - nie są faworytami. Nie oznacza to jednak, że nie mają utalentowanych pilkarzy. Kolejny raz z dobrej strony pokazał się Hernandez, a także przypomnieli o sobie Kagawa, Okazaki i Honda. To jednak wydaje się być za malo, by powalczyć z najlepszymi. Wprawdzie mało brakowało, a zawodnicy z Kraju Kwitnącej Wiśni wyrwaliby punkt w starciu grupowym z Włochami, lecz inna sprawa, że tylko w tym jednym meczu stać ich było na nawiązanie równorzędnej walki z rywalami.

      Włochy? Już parokrotnie wspominałem o nich w tym felietonie, więc tu tylko ograniczę się do zdania, że ta mieszanka młodości z rutyną daje pozytywne efekty, co już możemy obserwować od kilkunastu miesięcy. Dobrze, że wyciągnięto wnioski po Euro 2008 i Mundialu 2010. To pozwala Cesare Prandelliemu i jego drużynie patrzeć w przyszłość z optymizmem. Niech tylko pilnuje się Mario Balotelli...

      Na koniec zaglądania do poszczególnych drużyn zadam pytanie: gdzie są ci młodzi zdolni Nigeryjczycy, którzy brylują na młodzieżowych turniejach?

      Organizacyjnie Brazylijczycy spisali się nieźle. Muszą jednak uważać, bo turniej ten budzi w kraju skrajnie rózne uczucia. To może być piękne pilkarskie święto, ale trzeba uważać, żeby nie doszło do żadnej tragedii, bo przy tych wszystkich protestach w kraju, wcale o to nietrudno. Miejscowa publiczność na stadionach prezentowała się kapitalnie - hymn śpiewany w połowie a-capella niczym na siatkarskich halach brzmi niesamowicie i z pewnością dodaje otuchy ojczystym piłkarzom. Trochę szkoda, że nie na wszystkich meczach trybuny były pełne, ale wątpię, by na MŚ do czegoś takiego doszło. Ogólnie rzecz ujmując: zapowiada nam się piękny i pasjonujący Mundial. Oby tylko nic go nie zakłóciło...

      *** 

      Głupio mi ze świadomością, że zapowiadałem, iż nic mi już nie będzie stało na przeszkodzie przez jakiś czas, a nie odzywałem się przez dwa tygodnie. Zabrałem na wakacje laptopa, nie wziąłem bloga? Oj, to naprawdę poważne uchybienie. Na szczęście poczyniłem już ten najtrudniejszy pierwszy krok i mam nadzieję, że uda mi się wrócić do w miarę regularnego publikowania :)

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      ks_jerry
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 15 lipca 2013 23:55
  • sobota, 15 czerwca 2013
  • poniedziałek, 04 marca 2013

Kalendarz

Grudzień 2018

Pn Wt Śr Cz Pt So Nd
          1 2
3 4 5 6 7 8 9
10 11 12 13 14 15 16
17 18 19 20 21 22 23
24 25 26 27 28 29 30
31            

Wyszukiwarka

Kanał informacyjny

.Pubsport.pl – wpadnij pogadać o sporcie!

sportnaekranie.pl Ko[...]rnik

Pamiętaj, tak się gra (TV)!

Blogi Sportowe Zobacz mnie na GoldenLine