Prawie jak w studio

Krzysztof Sędzicki o różnych wydarzeniach sportowych. Prognozy, opinie, analizy i felietony - prawie jak w telewizyjnym studio...

EURO 2012

  • poniedziałek, 16 lipca 2012
  • niedziela, 15 lipca 2012
  • niedziela, 01 lipca 2012
    • La Roja Z FURIĄ!

      Hiszpanie obronili tytuł Mistrzów Europy. Wypada tutaj powiedzieć tradycyjne: A nie mówiłem? Podopieczni Vicente del Bosque zwyciężyli w finale w taki sposób, że nie można mieć wątpliwości co do tego, czy zasłużyli na obronę tytułu.

      Tytuł wpisu celowo nawiązuję do artykułu kolegi Adriana Adamusa sprzed kilku dni, w którym autor zakwestionował wielkość reprezentacji Hiszpanii. Uznał m.in., że wymiana setek podań nie prowadzi do niczego. Owszem, po pierwszych czterech meczach na Euro mógł mieć takie wrażenie. Po 90 minutach półfinału również. Lecz poprawę można było zaobserwować już w dogrywce spotkania z Portugalią, a finał to już był koncert gry (czyli ulubione określenie mojego dziadka) w wykonaniu triumfatorów Euro 2012. Prawdziwych mistrzów poznaje się bowiem po tym jak kończą!

      Nie zgodzę się z tymi, którzy sądzą, że to było spotkanie do jednej bramki. Widzieliśmy przecież, że Italia podjęła ryzyko, starała się przejść jak najbliżej hiszpańskiego pola karnego. Jak trudne było to do wykonania mogliśmy się przekonać po pierwszym kwadransie gry. Jednakże należy pochwalić Cesare Prandellego i jego zespół za taką postawę. Nie dali się okładać, walczyli. Mocno pilnowany był Mario Balotelli, ale to oczywiste - mógł wypalić to samo, co w półfinale z Niemcami i znacznie skomplikować sprawę.

      Wielokrotnie nadzieję Włochom zabierał świetnie dysponowany Iker Casillas. Z pewnością kapitan hiszpańskiej drużyny był jednym z ojców wielkiego sukcesu, jaki nastąpił dzisiejszego wieczoru w Kijowie. Przed meczem słyszałem głosy bardziej ujmujące mu niż chwalące go, więc tym występem zamknął usta krytykom, którzy wytykali mu to i owo z wiekiem na czele. 

      Bardziej pokusiłbym się o stwierdzenie, że to był mecz do dwóch bramek i gry w dziesiątkę. Thiago Motta miał ogromnego pecha, a dodatkowo osłabił swój zespół. Od tej chwili tak naprawdę mecz się zakończył. Włosi naprawdę robili co mogli, ale tego wszystkiego było już w tym momencie za dużo. W pierwszych 45 minutach zużyli mnóstwo sił, aby blokować możliwości wykonywania tych szybkich i krótkich podań. Jednak atut ten zabrali rywalowi jedynie częściowo, nie całkowicie.

      W finale nie zabrakło również paradoksów. Otóż posiadanie piłki i ilość podań (przynajmniej po godzinie gry) obie reprezentacje miały podobne. Nieco zakłamuje nam to rzeczywistość, ponieważ Hiszpanie przeważali dość zdecydowanie i mieli inicjatywę przez prawie cały czas trwania meczu.

      Przed Mistrzostwami mówiłem, że jeśli ktoś miał zatrzymać La Furia Roja, to byliby w stanie uczynić to tylko Niemcy. Stwierdzenie to okazało się słuszne, choć Włosi wyeliminowali podopiecznych Joachima Loewa w półfinale. Na kilka krótkich chwil straciłem tę pewność, ale krótko po rozpoczęciu ostatniego meczu na Euro wróciła do mnie.

      Zdenerwowało mnie to, iż trener Del Bosque znów nie wystawił w pierwszym składzie żadnego nominalnego napastnika. Na szczęście miał kto strzelać gole, a podczas drugich 45 minut pojawili się Torres oraz Mata i także pokonali Gianluigiego Buffona. Niby można zapytać, dlaczego nie było tak wcześniej, ale mało kto się tam teraz przejmuje takimi rzeczami. Jest tytuł? Jest. Koniec tematu.

      Co by nie powiedzieć, Mistrzostwo należało się Hiszpanom, a medal należał się Włochom, którzy podnieśli się po mundialowej katastrofie sprzed dwóch lat i kolejnej aferze korupcyjnej. Tam znów powstała perspektywa na przyszłość. Zapowiada się dobrze i ciekawie, a tego przecież oczekujemy. 

      Towarzyszy mi teraz wiele emocji jednocześnie. Przede wszystkim radość, bo ci, na których konsekwentnie stawiałem od początku, wygrali (znów mogłem obstawić u bukmachera, ech). Czuję również dumę, bo mecz finałowy należał do naszego, polsko-ukraińskiego turnieju. Jest mi jednak także smutno, gdyż to koniec naszego święta. 31 meczów zostało rozegrane, wszyscy powoli wracają do siebie, atmosfera znika... Na szczęście mam jeszcze kilka(naście, albo dziesiąt) myśli związanych z Euro 2012, które będę się starał rozwijać w najbliższym czasie. Liczę, że to nieco przedłuży nam tą imprezę, przynajmniej tak w myślach albo sercach...

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      ks_jerry
      Czas publikacji:
      niedziela, 01 lipca 2012 23:49
  • czwartek, 28 czerwca 2012
  • środa, 27 czerwca 2012
    • Bez bramek a fajnie

      Reprezentacja Hiszpanii została pierwszym finalistą UEFA Euro 2012. W półfinale obrońcy trofeum pokonali Portugalię. Uczynili to jednak dopiero po serii rzutów karnych, w której wygrali 4:2. Przez 120 minut regularnego czasu gry utrzymywał się bezbramkowy remis.

      Dziś przypadło mi napisanie relacji z tego spotkania na Pubsport.pl, ale nie może przecież zabraknąć mojego subiektywnego komentarza. W końcu jest to półfinał Mistrzostw Europy, a mam trochę do przekazania.

      Awans do finału Euro 2012 wywalczyli Hiszpanie i tutaj sensacji nie ma. Jednak reprezentacja Portugalii powiesiła im poprzeczkę zaskakująco wysoko. Mecz trwał dłużej, emocji nie zabrakło, chociaż bramek w regularnym czasie gry i owszem.

      Portugalczycy przez większość czasu pierwszej i drugiej połowy zabierali Hiszpanom możliwość gry swobodnej tiki-taki. Choć ciężko im było zabrać piłkę, ale przynajmniej oddalili grę od własnego pola karnego. A to już było skutecznym sposobem na powstrzymanie La Roja. Wprawdzie taka gra kosztuje dużo sił, bo trzeba się przy tym sporo nabiegać, ale podopieczni Paulo Bento mieli o dwa dni więcej na regenerację od swoich rywali i byli w stanie podołać temu wyzwaniu. 

      Dlatego postawa Mistrzów Świata i Europy w dogrywce była dla mnie zaskakująca. Skąd wzięli energię to tak żywiołowych ataków? Być może przeciwnicy byli już bardzo zmęczeni po dość mocnym pressingu przez 90 minut regulaminowego czasu gry. Najbardziej jednak nurtuje mnie, czemu wcześniej obrońcy trofeum nie byli w stanie narzucić takiego stylu. Próbuję sobie to tłumaczyć zmianami, których dokonał ich szkoleniowiec, ale przecież często mówi się o tym, że tam tak naprawdę każdy może grać na każdej pozycji (świadczy o tym na przykład ustawienie podczas ćwierćfinału z Francją). 

      Sądziłem, że wyłączenie Cristiano Ronaldo będzie kluczem do sukcesu dla zespołu prowadzonego przez Vicente del Bosque. Okazało się jednak, że to zadanie bardzo trudne. Naprawdę, trzeba mu oddać, że dał z siebie wszystko w tym półfinale. Zabrakło mu jednak celności/szczęścia przy strzałach. Nie da się ukryć, że powinien był wykorzystać piłkę meczową w ostatniej minucie drugiej połowy. Ta sytuacja sprawiła, że bardzo trudno jest mi go jednoznacznie ocenić. Z jednej strony rozegrał kapitalny mecz, ciągle zamęczał hiszpańskich obrońców, z drugiej jednak, nie dokonał tego, co w piłce najważniejsze.

      Dodatkowo przeliczył się przy wyborze rzutu karnego do wykonania. Przypuszczałem, iż będzie chciał podejść albo pierwszy albo piąty, choć tę drugą wersję uznawałem za mniej prawdopodobną. Nawet bez niego w roli głównej, to były dramatyczne i emocjonujące jedenastki. 

      Ale tego wieczoru  CR7 nie był sam. Owszem, wiele akcji kończył sam, ale jego koledzy z drużyny również sprawiali niemało kłopotów swoim przeciwnikom.  

      Szkoda, że mecz był dość ostry. Wszyscy obrońcy + defensywny pomocnik reprezentacji Portugalii otrzymali żółte kartki.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      ks_jerry
      Czas publikacji:
      środa, 27 czerwca 2012 23:54

Kalendarz

Wrzesień 2018

Pn Wt Śr Cz Pt So Nd
          1 2
3 4 5 6 7 8 9
10 11 12 13 14 15 16
17 18 19 20 21 22 23
24 25 26 27 28 29 30

Wyszukiwarka

Kanał informacyjny

.Pubsport.pl – wpadnij pogadać o sporcie!

sportnaekranie.pl Ko[...]rnik

Pamiętaj, tak się gra (TV)!

Blogi Sportowe Zobacz mnie na GoldenLine