Prawie jak w studio

Krzysztof Sędzicki o różnych wydarzeniach sportowych. Prognozy, opinie, analizy i felietony - prawie jak w telewizyjnym studio...

Wpisy

  • czwartek, 02 stycznia 2014
    • Eliminacje do MŚ siatkarek czas zacząć!

      Polskie siatkarki stają do rywalizacji w turnieju kwalifikacyjnym do Mistrzostw Świata, które zostaną rozegrane we Włoszech na przełomie września i października 2014 roku. Trzydniowa rywalizacja w Atlas Arenie zapowiada się bardzo ciekawie, szczególnie w niedzielę, kiedy nasze reprezentantki zmierzą się z Belgijkami.

      Dla mnie osobiście będzie to wydarzenie najważniejsze, jeśli chodzi o moje dziennikarskie raczkowanie, bowiem nigdy jeszcze nie pracowałem przy meczach reprezentacji Polski w dodatku przez trzy dni z rzędu. Oczywiście praca zaczęła się już znacznie wcześniej, a pierwsze jej ślady widać w zapisie konferencji prasowej, która odbyła się w czwartek.

      Hasło "wszystkie ręce na pokład" trener Makowski wziął bardzo do serca i powołał siatkarki, które 11 i 9 lat temu zdobyły złote medale Mistrzostw Europy - Katarzynę Skowrońską-Dolata, Małgorzatę Glinkę-Mogentale, Izabelę Bełcik, a także m.in. Katarzynę Mroczkowską, która zakończyła przygodę z kadrą jeszcze w 2003 roku, ale patrząc na jej postawę w Orlen Lidze, należało jej się powołanie.

      Harmonogram turnieju ułożony został tak, by "finał" odbył się na końcu. Tak chyba powinno się mówić o starciu Polek z brązowymi medalistkami ubiegłorocznych Mistrzostw Europy. Obie drużyny są faworytami tego turnieju. Powiem szczerze, że bardzo się boję tego meczu, ale Kasia Skowrońska i Lena Dziękiewicz, które miałem przyjemność spotkać w hotelowej windzie, powiedziały, żebym był spokojny. W ogóle przemawiał przez nie spokój. Niech to będzie dobry znak.

      Powinniśmy zdawać sobie sprawę, że nasz zespół jest złożony tymczasowo. Nie wiadomo, ile siatkarek z obecnie powołanego składu będzie w stanie pojechać na Mundial, jeśli wywalczymy awans. Jest sporo znaków zapytania, które znikną dopiero w niedzielny wieczór, po spotkaniu z Belgijkami. Kadra jest jaka jest. Ja ufam trenerowi Makowskiemu, bo uważam go za prawdziwego fachowca. Wierzę, że wie, co robi. 

      Nie należy też zapominać, iż w siatkówce, szczególnie kobiecej, nie można niczego zakładać przed meczem, ani nawet w jego trakcie. Dopóki nie zostanie skończona ostatnia piłka, wszystko jest możliwe. Dlatego nie twierdzę, że mecze ze Szwajcarkami i Hiszpankami będą lekkie, łatwe i przyjemnie zarówno dla nas, jak i podopiecznych i Gerta Vande Broeka.

      Pierwszego dnia zawodów nasze dziewczyny zmierzą się ze Szwajcarkami, które już na Mistrzostwach Europy pokazały pazur. Niewiele brakowało, a zagrałyby w barażach zamiast Francuzek. Nie jest to może jakieś wielkie osiągnięcie, ale pokazuje, że należy podejść do tego meczu bardzo poważnie. Nasi statystycy będą mieli też sporo pracy przy meczu Hiszpania - Belgia, gdyż niezbyt wiele wiadomo o ekipie z Półwysku Iberyjskiego. Nawet sam Piotr Makowski przyznał, że do pracy nad sobotnim występem zespół przystąpi w piątek wieczorem po zebraniu materiału.

      Na koniec przypomnę raz jeszcze, że do Wloch pojadą zwycięzcy pięciu grup eliminacyjnych + 2 zespoły z najlepszym bilansem z drugich miejsc. To oznacza, że trzeba będzie walczyć o każdą piłkę w każdym secie. Wszystko może się przydać. Mam jednak nadzieję, że nie będziemy potrzebować kalkulatorów ani obserwować wyczynów innych reprezentacji. Zgodnie z powiedzeniem: "Umiesz liczyć? Licz na siebie!". 

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      ks_jerry
      Czas publikacji:
      czwartek, 02 stycznia 2014 23:56
  • środa, 01 stycznia 2014
  • niedziela, 29 grudnia 2013
    • "Prawie jak w studio" w sieci - odrobina podsumowań

      Dziś zdobyłem się na sprawdzenie statystyk tego oto bloga w mediach społecznościowych. "Prawie jak w studio" śledzić bowiem można na facebooku oraz na twitterze. W drugiej połowie na jednym i drugim zauważalnie przybyło mi nowych fanów, za co jeszcze raz serdecznie dziękuję.

      Skuszony aplikacją, z których korzystali inni użytkownicy twittera postanowiłem sprawdzić, które tweety spodobały się najbardziej. Oto ranking:

      I tak moim zdaniem najtrafniejsze komentarze ma osoba, która przybrała nick: @Franek_S. "Pan trener" zawsze wie, jak wywołać uśmiech u czytelnika.

      Dla fanatyków zestawień mam jeszcze coś takiego (nie działa na Operze niestety):

      Oczywiście ponad 200 obserwujących to nie jest jakiś szalony wynik, ale mimo to cieszy mnie, że każdego tygodnia ich liczba się powiększa. Na facebooku "lubię to" przy fanpage'u bloga kliknęło ponad 300 osób. Kwestia nazwy została poruszona w sposób, który bardzo mi przypadł do gustu:

      Bardzo miło spogląda mi się też na statystykę "wizyt z ostatniego tygodnia" na blox.pl. Liczba ta zwykle waha się między 2500 a 4500 i utrzymuje się na tym poziomie właściwie od Igrzysk w Londynie, kiedy wpuszczono mnie nawet na stronę główną portalu gazeta.pl. Wtedy ta liczba przekroczyła 7000. 

      Nie będę już drążył kwestii statystyk, bo ani nie lubię się zbytnio chwalić, ani ta strona nie od tego jest. Raz jeszcze dziękuję wszystkim, którzy zdecydowali, że będą czytać to, co piszę - zarówno na rozmaitych stronach, jak i "na żywo" w kanałach społecznościowych. Przyjemniej się tworzy, gdy w głowie jest świadomość, że jest grupa osób, która to czyta. Wybaczcie mi częstotliwość, ale do maja muszę pogodzić obowiązki "służbowe" z przygotowaniami do matury.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      ks_jerry
      Czas publikacji:
      niedziela, 29 grudnia 2013 23:54
  • sobota, 28 grudnia 2013
    • Sezon rozpoczął się tak naprawdę w Lillehammer

      Tyle się już wydarzyło w tym sezonie Pucharu Świata w skokach narciarskich, a wciąż zostało więcej niż mniej. Przed nami Turniej Czterech Skoczni, ale warto też na moment popatrzeć wstecz - na to, co wydarzyło się w ostatnich tygodniach roku kalendarzowego.

      Pierwszych konkursów - w Klingenthal i Kuusamo - w ogóle nie powinno się poddawać głębszym analizom. Po pierwsze dlatego, że był to sam początek sezonu. Po drugie organizowane były w bardzo trudnych i niesprawiedliwych warunkach atmosferycznych, których - po trzecie - nie zrekompensowały punkty za wiatr czy zmianę długości najazdu. Tak więc mimo miłego dla nas akcentu w postaci zwycięstwa Krzysztofa Bieguna nie biorę tamtych zawodów na poważnie. W podobnym tonie pisał na Pubsport.pl "ojciec redaktor", Damian Ślusarczyk.

      Prawdziwa rywalizacja rozpoczęła się dopiero na skoczniach olimpijskich w Lillehammer. Tam o miejscach zawodników przestała decydować pogoda, a zaczęły umiejętności. Jako pierwsi pazury wysunęli Niemcy. Na średniej skoczni cała startująca siódemka uplasowała się w pierwszej dwudziestce, a szóstka zdobyła punkty dzień później na dużym obiekcie. Mogły pojawić się obawy co do formy "Biało-czerwonych", bo tak naprawdę nie odgrywali znaczących ról. 

      W Titisee-Neustadt już wszystko wróciło do naszej normy, tj. Kamil bił się o czołowe pozycje, a pozostali nasi skoczkowie punktowali. Niektórzy nawet solidnie, bo łapali się do pierwszej piętnastki. O tym, co stało się tydzień później w Engelbergu chyba nie ma co się rozpisywać, bo robiły to w ostatnim czasie wszelkie media. Oczywiście te występy bardzo mnie uradowały, gdyż dla nas, Polaków, miały one wymiar historyczny. Swoje opinie i prognozy zawarłem już w felietonie opublikowanym kilka dni temu, więc tam odsyłam, by się nie powtarzać.

      Możemy chyba zapomnieć o dominacji Austriaków. Pojawiają się głosy, że czeka nas teraz jeszcze wyraźniejsza hegemonia polska. Na przekór hejterom mógłbym teraz zapytać, czy w ogóle będzie po co oglądać konkursy, skoro z góry będzie wiadomo, kto je wygra, ale wiem, że nie ma co walczyć z wiatrakami i zachowań typowych dla Polaka nie jestem w stanie zmienić. 

      Skoro poruszyłem temat drużyny prowadzonej przez Alexandra Pointnera, wejdę w niego trochę głębiej. W tej chwili do dyspozycji ma wracającego po upadku w Titisee-Neustadt, ale będącego w niesamowitej dyspozycji Thomasa Morgensterna, "trwale rozregulowanego"* Gregora Schlierenzauera, średnio spisujących się Loitzla, Koflera i Krafta, a także młodego zdolnego Thomasa Dietharta i Michaela Hayboecka, który na obiektach w Niemczech i Austrii zadebiutuje w Pucharze Świata w tym sezonie. Na razie nie widać przerażającej siły w tym zespole, ale być może już w Innsbrucku i Bischofshofen ktoś z grupy krajowej pokaże się z dobrej strony. Te konkursy są atutem dla tej reprezentacji.

      Co przykuło moją uwagę w tym sezonie? Przede wszystkim dość duża ilość zawodników starszego pokolenia. Pewnie pierwsza myśl, jaka przychodzi Ci do głowy, Drogi Kibicu, to 41-letni Noriaki Kasai, czy dwa lata starszy Takanobu Okabe powołany na Turniej Czterech Skoczni, lecz mi chodzi o kogoś innego. Nie piję też w stronę Janne Ahonena (swoją drogą życzę mu jak najlepiej, ale na medal w Sochi się nie zapowiada). Wystarczy spojrzeć na listę startową i wyliczyć kilka nazwisk: Matura, Neumayer, Kranjec, Vasilliev, Loitzl, Watase, Janda, Bardal, Ammann, Schmitt to zawodnicy, którzy mają już trójkę na początku liczby swojego wieku.

      Sporo jest również skoczków blisko tej granicy, np. Kofler, Fettner, Ito, Morgenstern, Happonen czy Jacobsen. Nie wiem, czy to tylko mój jakiś dziwny wymysł, ale dopiero teraz zdałem sobie sprawę, że jesteśmy (lub będziemy) świadkami prawdziwej pokoleniowej zmiany warty. Prawdopodobnie wielu z tych sportowców planuje zakończyć sportową karierę po sezonie olimpijskim. Coś czuję, że w Planicy na nowej skoczni (choć niestety nie będzie to Letalnica) czeka nas fala pożegnań. Pora zacząć gromadzić chusteczki.

      Ponadto utwierdziłem się w przekonaniu, że konkursy w tej dyscyplinie mogą być ciekawe, ale tylko przy w miarę równych warunkach atmosferycznych. Gdy pojawi się wiatr z różnych kierunków, od razu zawody stają się niejasne oraz nieciekawe dla widzów. Majstrowanie rozbiegiem i punktowanie podmuchów wiatru mija się niestety z celem. Dziwi mnie też pomysł z początkiem sezonu w Klingenthal, gdzie było bodajże 9 stopni. Wszyscy uczestnicy konkurencji rozgrywanych na śniegu mają problem z (ponoć rzekomym) ociepleniem klimatu, więc chyba najrozsądniej byłoby pierwsze kilka konkursów rozegrać w Skandynawii. Byle tylko uciekać z Kuusamo, bo mimo że skocznia i okolice prezentują się przepięknie, to wiatr zawsze paraliżuje harmonogram przeprowadzania zawodów. Nie przypominam sobie, by zdarzył się weekend, w którym wszystko poszło gładko i zgodnie z planem, zawsze coś musiało być przerywane, opóźniane lub odwoływane. 

      Na zakończenie wrócę do teraźniejszości, a nawet lekko wybiegnę w przyszłość, konkretnie w najbliższe kilka dni, w których rozegrany zostanie Turniej Czterech Skoczni. Zapowiada się on niezwykle ciekawie, gdyż bardzo ciężko jest wskazać jednoznacznie, kto będzie faworytem. Mówi się o Kamilu Stochu, ale również nie brakuje osób, które wskazywałyby Schlierenzauera, Bardala, czy Morgensterna. Być może Niemcy roztrzygną kwestię wygranej między sobą, bo Freund albo nawet Wellinger mają możliwości. A może ktoś inny wystrzeli z formą akurat teraz? Jakiś Słoweniec, Japończyk, czy... Polak? Pewne jest jedno: czekają nas fantastyczne konkursy. Oby tylko nie zepsuł ich wiatr.

      * - takich słów użył dziennikarz Sport.pl, Paweł Wilkowicz, na twitterze:

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      ks_jerry
      Czas publikacji:
      sobota, 28 grudnia 2013 23:59
  • poniedziałek, 23 grudnia 2013
    • Czy naszym skoczkom wystarczy sił?

      Sezon w skokach narciarskich trwa już miesiąc, ale przed nami jeszcze trzy kolejne bardzo wymagające miesiące. Tymczasem nasi zawodnicy już osiągają znakomite wyniki, mówi się nawet o pewnej biało-czerwonej dominacji. Wszystko przepięknie, lecz czy da się to utrzymać do Sochi?

      Dokładnie rok temu (przełomowe konkursy w Engelbergu) Polacy zaczęli podnosić się z kolan. Było tak źle, że trener Łukasz Kruczek chciał podać się do dymisji. Tymczasem forma przyszła nieco później i z naszych skoczków mieliśmy jeszcze mnóstwo pociechy. Głównym sprawcą naszej radości był Kamil Stoch, ale przecież w kapitalnej formie byli również Maciej Kot, Dawid Kubacki i Piotr Żyła. Tego ostatniego uwielbiamy nie tylko za sportowe wyniki, lecz także (a może przede wszystkim) za wypowiedzi, jakich udziela w mediach. 

      Powróćmy do teraźniejszości. Już teraz sytuacja wygląda na lepszą niż na mecie poprzedniego sezonu. To musi cieszyć, bo cudownie jest widzieć Polaków stających na podium konkursów Pucharu Świata, ale najwięcej obaw budzi kwestia formy na Igrzyska Olimpijskie - imprezę tej zimy zdecydowanie najistotniejszą. 

      Załóżmy scenariusz najbardziej pesymistyczny. Ja widzę to tak: w tej chwili wielu zawodników jeszcze nie ustabilizowało formy i przygotowuje jej szczyt na połowę lutego. Tymczasem Polacy wykorzystują to, że inni jeszcze do optymalnej dyspozycji nie doszli i zajmują miejsca w czołówce, wygrywają, stają na podium. Ale co z tego, skoro na Krasnej Polanie konkurenci będą szybować daleko, a u podopiecznych Łukasza Kruczka pojawi się syndrom zmęczenia, wypalenia. Utrzymanie tak wysokiej formy przez cały sezon (albo chociaż jego 3/4) graniczy niemal z cudem. Kiedyś przecież musi nastąpić kryzys.

      Przejdźmy zatem do jasnej wersji scenariusza. Nawet sam Adam Małysz twierdzi, że to jeszcze nie jest szczyt możliwości naszych zawodników (strach pomyśleć, jak on będzie wyglądał). Przecież mamy tak doświadczony sztab szkoleniowy, że ludzie tam pracujący na pewno wiedzą, co robią. Także nasi reprezentanci nie są przecież nowicjuszami. Kamil Stoch, Piotr Żyła, czy nawet Maciej Kot i Dawid Kubacki to zawodnicy, którzy już są obyci w startach ze ścisłą czołówką i powinni znać swoje możliwości. A my mamy się po prostu cieszyć i ufać, że tak pozostanie do samego końca.

      Od siebie dodam tyle, że bez względu na to, czy forma na Igrzyska będzie, czy nie, zapowiada nam się fascynująca walka w Turnieju Czterech Skoczni. Jeśli nawet faktycznie na rosyjskich igrzyskach nie będzie dobrych skoków (odpukać w niemalowane!), to chociaż wykorzystajmy maksymalnie aktualną sytuację i dalekie loty naszych rodaków. Czyli: "cieszmy się, póki możemy."

      Powyższe myśli zbudziła we mnie jedna wypowiedź pewnego znanego dziennikarza na Twitterze:

      Naprawdę mamy realną szansę na kolejny historyczny wynik, o którym za czasów Fijasa, czy nawet Małysza Polakom się nie śniło. Oto Kamil Stoch jest jednym z głównych faworytów do zwycięstwa w całym tym wielce prestiżowym cyklu. Poza tym do walki włączyć się mogą pozostali nasi reprezentanci, a to da nam jeszcze więcej radości z oglądania skoków w okresie świąteczno-noworocznym.

      Więcej zarówno o samym Turnieju Czterech Skoczni, jak i o konkursach Pucharu Świata, które już za nami, (już nie tak bardzo przez pryzmat Polaków) postaram się napisać po świętach, ale przed pierwszym konkursem na Schattenbergschanze.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      ks_jerry
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 23 grudnia 2013 23:58

Kalendarz

Grudzień 2018

Pn Wt Śr Cz Pt So Nd
          1 2
3 4 5 6 7 8 9
10 11 12 13 14 15 16
17 18 19 20 21 22 23
24 25 26 27 28 29 30
31            

Wyszukiwarka

Kanał informacyjny

.Pubsport.pl – wpadnij pogadać o sporcie!

sportnaekranie.pl Ko[...]rnik

Pamiętaj, tak się gra (TV)!

Blogi Sportowe Zobacz mnie na GoldenLine