Prawie jak w studio

Krzysztof Sędzicki o różnych wydarzeniach sportowych. Prognozy, opinie, analizy i felietony - prawie jak w telewizyjnym studio...

Wpisy

  • sobota, 29 marca 2014
    • Do zobaczenia w maju!

      Ech, jak widać maturalny zgiełk pochłonął mnie tak bardzo, że pisanie zostało zawieszone. Niestety będzie tak jeszcze przez półtora miesiąca. Nie mogę się doczekać 21 maja i godziny 14:30, bo właśnie wtedy rozpocznę najdłuższe wakacje w życiu i będę już mógł regularnie publikować.

      Oczywiście na pierwszym planie dwa Mundiale - piłkarski w Brazylii i siatkarski w Polsce. Poza tym pewnie podsumuję i podziękuję paru osobom za niezwykle wyjątkowy dla mnie sezon z kobiecą siatkówką. Nie będę zdradzał za wiele, bo wtedy nie będzie zaskoczenia w maju ;)

      Ostatnią większą rzeczą, jaką publikuję przed maturami, jest wywiad z Markiem Magierą. Długo mi zajęło znalezienie czasu i energii, aby spisać tę bardzo interesującą, trwającą ponad pół godziny, rozmowę. No dobrze, zdradziłem zatem jeden powód wyjątkowości ostatnich miesięcy. Ale więcej już nie powiem.

      To, że nie tworzę, nie znaczy, że nie oglądam, choć pewne rzeczy muszę ograniczyć. W tej chwili można czytać moje króciutkie opinie na twitterze lub facebooku. I to tyle. W końcu kiedyś wypada zacząć się uczyć (a przynajmniej spróbować)...

       

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Autor(ka):
      ks_jerry
      Czas publikacji:
      sobota, 29 marca 2014 23:44
  • wtorek, 11 lutego 2014
  • poniedziałek, 27 stycznia 2014
  • wtorek, 07 stycznia 2014
    • Dobrze, że nie brniemy w to dalej

      0:3 z Belgijkami. Nie będzie Mundialu. To był tylko jeden mecz, ale najważniejszy, bo od niego zależało wszystko. Możliwości były dwie: albo jedziemy na Mistrzostwa Świata i dalej wmawiamy sobie, iż jest dobrze albo przegrywamy i zaczynamy budować wszystko od nowa. Chyba jednak dobrze się stało, że doszło do tego drugiego wariantu.

      Trochę żal mi o tym teraz pisać, ale przed eliminacjami zadawałem sobie pytanie: "jeśli pojedziemy do Włoch, to kto i o co będzie tam grać?". Nie rozpowiadałem tego głośno, bo mimo wszystko wierzyłem w nasze reprezentantki. Bardzo chciałem, by dziewczyny powracające do kadry jeszcze raz poczuły radość z wielkiego (jakby nie patrzeć w obecnej sytuacji byłoby ono takie) zwycięstwa. Kiedy po spotkaniu z Belgią wybrałem się do strefy mieszanej, w celu zebrania wypowiedzi Biało-Czerwonych, poczułem w swoim sercu ścisk i ból. Mnie się też chciało płakać, tak samo jak naszym zawodniczkom. Myślę, że wielu z nas tak miało. Wszelkie trudy, niedociągnięcia zamietliśmy czasowo pod dywan, ale Belgijki postanowiły ten dywan wziąć i go solidnie wytrzepać.

      Z jednej strony był to słaby mecz w wykonaniu naszych siatkarek. Małgorzata Glinka-Mogentale stwierdziła nawet, że zagrała "najgorszy mecz w karierze". Przez pierwsze dwa dni bombardowała rywalki jak leci, ale w niedzielę przy kiepskim przyjęciu zespołu i słabej skutecznosci wszystkich skrzydłowych nie dało się nic zrobić. Inna sprawa, że Maggie być może planowała zakończyć reprezentacyjną karierę występem, który będzie się wspominało miesiącami. Być może liczyła, że to ona będzie naszą liderką, która weźmie na siebie ciężar zdobywania punktów nawet z beznadziejnych piłek i wprowadzi reprezentację Polski na Mistrzostwa Świata. I wreszcie: być moze dlatego obwinia samą siebie. Jednak w moim odczuciu problem tkwił gdzieś głębiej.

      Myślę, że nie byłoby wielką stratą, gdyby dłużej pograły Izabela Kowalińska (Katarzyna Skowrońska-Dolata z każdym dniem poprawiała skuteczność, ale wciąż o zbyt mało, żeby mówić o dobrym występie), Klaudia Kaczorowska i Katarzyna Mroczkowska. Jestem zdania, iż naprawdę nie było nic do stracenia i można było rotować przyjmującymi, gdyż wyraźnie im nie szło ostatniego dnia rywalizacji. A bez dobrego przyjęcia także rozgrywające miały spore kłopoty co w konsekwencji przekładało się na atak.

      Z drugiej strony należy oddać podopiecznym Gerta Vande Broecka, że wypadły znakomicie w tym najważniejszym spotkaniu. Choć wydawało się, iż te ich wygrane z Hiszpanią i Szwajcarią były mniej przekonujące niż Polek, to w tym najważniejszym spotkaniu wszystko zagrało należycie. Kapitalny występ zaliczyla Lise van Hecke, która punktowała z każdej piłki. Była nie do zatrzymania tamtego wieczoru. Do tego zawsze pełna energii Freya Aelbrecht niszczyła nas blokami oraz atakami z obiegnięcia. Pozostałe Belgijki rozkręciły się, gdy zobaczyły, że po drugiej stronie siatki Polki coraz słabiej odbierały zagrywkę i - co podkreślałem już w pierwszej partii - z każdą akcją nasz blok tracił na szczelności. Ponadto znakomicie odnalazły się na boisku zmienniczki - Helene Rousseaux oraz Ilka van de Vyver. 

      Po spotkaniu Biało-Czerwone tłumaczyły się głównie brakiem czasu na odpowiednie przygotowanie. Ze dwa razy słyszałem też o braku sparingów w odróżnieniu od rywalek w łódzkim turnieju. O to drugie zapytałem trenera Makowskiego na czwartkowej konferencji prasowej i dostałem odpowiedź, że pierwsze mecze - ze Szwajcarkami i Hiszpankami - mają przygotować zespół na to najważniejsze starcie. Zgadzały się później z tym zdaniem jego podopieczne. Wszyscy jednogłośnie dodawali, iż "w niedzielę zagramy naszą siatkówkę". Odpieram wszelkie zarzuty, które wskazują na brak chęci. O nie, chęci naszym siatkarkom absolutnie nie brakowało. Powstaje więc pytanie: czy to była ta "nasza siatkówka", czy własnie zabrakło tego jednego, może dwóch meczów kontrolnych? Powiem szczerze, że w pewnym momencie meczu z Belgią sam bym nie wiedział, co powiedzieć dziewczynom. Zapanowała bezradność. Paskudne uczucie.

      Przeszłości już nie zmienimy, ale możemy pomyśleć nad przyszłością. Katarzyna Skowrońska-Dolata zastanawia się nad zrobieniem sobie przerwy od reprezentacji, a Małgorzata Glinka-Mogentale uznała, że "to nie jest moment na żadne deklaracje". Ze swojej strony powiem tak: to jest dobry moment, by zacząć budować kadrę od nowa, na solidnej podstawie, a nie na kruszącym się fundamencie. Z całym szacunkiem, ale biologii się nie oszuka. Nastała pora, by pojawiły się nowe zawodniczki - obiecujące i perspektywiczne - bo cóż mamy do stracenia? Nie wierzę, że nie uzbiera się w Polsce 20-25 zawodniczek zdolnych, chętnych, by zacząć podejmować to wielkie wyzwanie już od maja, czyli kwalifikacji do Mistrzostw Europy (swoją drogą: to trochę byłby obciach, gdyby nasze kochane Złotka miały walczyć o to, by w ogóle zagrać na takiej imprezie, prawda?). Posiadamy również w zanadrzu kadetki, które zdobyły wiosną 2013 roku Mistrzostwo Europy. Myślę, że powoli można zaczynać czerpać także i z tego źródełka.

      Trener Andrzej Niemczyk już latem - w trakcie World Grand Prix - mówił, że kadrę kobiecą trzeba budować z myślą o Igrzyskach Olimpijskich w Rio de Janeiro, a ważnym sprawdzianem będą po drodze Mistrzostwa Europy w 2015 roku. Mam nadzieję, że nie jest tak aż tak tragicznie, żebyśmy na ten turniej nie awansowali. Wciąż darzę zaufaniem trenera Piotra Makowskiego mimo, że nie osiągnął z drużyną wymaganego celu. Inna sprawa, że zabrakło trochę szczęścia w punktach. Myślę tu o Serbkach i Chorwatkach, które wyszły z drugich miejsc z najlepszymi bilansami. Jednak nie szukałbym akurat przyczyny naszej porażki w innych wynikach, gdyż zwyczajnie nie mamy na to wpływu.

      W związku z nieawansowaniem na Mistrzostwa Świata zmieniły się trochę priorytety naszej kadry na ten rok (który przecież ledwo się zaczął). Myślę, że poza eliminacjami do Eurovolley 2015 i World Grand Prix powinno się rozważyć w PZPS start w Lidze Europejskiej. Nawet, jeśli miałaby tam grać młodzież. Na końcu raz jeszcze pragnę podkreślić dwie rzeczy. Po pierwsze - w niedzielę w Łodzi Polki bardzo się starały i chciały wygrać. Po drugie - nie wierzę, że nie da się uzbierać grupy solidnych i zdolnych siatkarek na sezon reprezentacyjny. Wystarczy odrobina chęci i poszukiwań. Widzę przyszłość kobiecej siatkówki w Polsce w pozytywnym świetle, choć trzeba będzie dołożyć do tego sporo pracy. Ale cóż innego nam aktualnie pozostaje?

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      ks_jerry
      Czas publikacji:
      wtorek, 07 stycznia 2014 23:57
  • sobota, 04 stycznia 2014
    • Drogie Panie, prosimy o powtórkę z wczoraj*

      Pierwszy dzień turnieju eliminacyjnego do Mistrzostw Świata siatkarek upłynął dość szybko, gdyż kibice w Atlas Arenie oglądali sześć stosunkowo krótkich setów. Dzisiejszy dzień zapowiada się podobnie. 

      Wczoraj Belgijki miały odrobinę problemów na początku spotkania, ale już od II przerwy technicznej zapanowały nad sytuacją. Generalnie nie ma powodu, by je zbytnio oceniać, czy chwalić, gdyż miały postawiony stosunkowo prosty cel i go zrealizowały. Jedynym elementem, na który zwróciłem uwagę przeglądając statystyki była ilość punktów zrobyta przez... Frauke Dirickx. Rozgrywająca reprezentacji Belgii i Impelu Wrocław zdobyła aż 5 oczek!

      Na każdym kroku podkreśla się, że Hiszpanki przyjechały się ogrywać i uczyć. Potwierdziła to w rozmowie ze mną Milagros Garcia - jedna z bardziej doświadczonych zawodniczek w swoim zespole, która pamięta jeszcze mecze Mistrzostw Europy z 2009 roku, także rozgrywane w Atlas Arenie. Aktualnie połowę składu stanowią siatkarki urodzone w 1991 roku lub młodsze, więc nie można jeszcze wymagać od nich zbyt wiele.

      Przed meczem Polek zamieniłem kilka słów z trenerem i ekspertem Polsatu, Ireneuszem Mazurem. Mówił on, że pierwsze dwa spotkania są po to, by po prostu wejść w turniej. Tak też nasze dziewczyny zrobiły i zgodnie z planem praktycznie nie dopuściły do głosu Szwajcarek. 

      W końcu można było oglądać w akcji nasze "skrzydła marzeń", czyli Małgorzatę Glinkę-Mogentale i Annę Werblińską na przyjęciu i Katarzynę Skowrońską-Dolatę na pozycji atakującej. Te dwie pierwsze zdecydowanie spełniły oczekiwania kibiców, natomiast zawodniczka Rabity Baku grała na bardzo niskim procencie skuteczności.

      To chyba jest kwestia, która mogła niepokoić najbardziej w piątkowy wieczór. Drugą taką rzeczą była frekwencja na trybunach. Kamil Składowski z "Przeglądu Sportowego" przewidywał, że przybędzie 5 tysięcy widzów, ja zaś uważałem, że więcej krzesełek będzie zajętych, gdyż bilety rozdawano w południe przy ul. Piotrkowskiej. Tymczasem CEV wyliczyła, że mecz Polska - Szwajcaria zobaczyło na żywo w Atlas Arenie zaledwie 4100 kibiców.

      W sobotę reprezentacja Belgii mierzyć się będzie ze Szwajcarią (początek o godz. 17:30), a Polki podejmą Hiszpanki (pierwszy gwizdek o 20:30). Około godziny 20:00 powinienem się na moment pojawić w przedmeczowym studiu w TakSięGra TV.

      Wszelkie materiały, które tworzę z okazji turnieju eliminacyjnego do MŚ siatkarek można znaleźć na Pubsport.pl.

      * - nie dotyczy Katarzyny Skowrońskiej-Dolaty. Głęboko wierzę, że Kasia się podniesie i już dziś będzie widać pozytywne elementy, by w niedzielę była w stanie regularnie punktować.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      ks_jerry
      Czas publikacji:
      sobota, 04 stycznia 2014 14:41

Kalendarz

Czerwiec 2018

Pn Wt Śr Cz Pt So Nd
        1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30  

Wyszukiwarka

Kanał informacyjny

.Pubsport.pl – wpadnij pogadać o sporcie!

sportnaekranie.pl Ko[...]rnik

Pamiętaj, tak się gra (TV)!

Blogi Sportowe Zobacz mnie na GoldenLine