Prawie jak w studio

Krzysztof Sędzicki o różnych wydarzeniach sportowych. Prognozy, opinie, analizy i felietony - prawie jak w telewizyjnym studio...

Wpis

piątek, 29 stycznia 2016

Gdzie jest ta granica?

Dziennikarstwo to przede wszystkim praca z ludźmi i ogromna odpowiedzialność za każde wypowiedziane bądź napisane słowo. Warto czasem to przypominać, choć na co dzień wydaje się to tak oczywiste, że chyba o tym zapominamy. Problem w tym, że istotą w tym zawodzie jest to, by przekazywać informacje jak najbardziej obiektywnie - takimi, jakie one są.

Wiadomo, że przy większych imprezach sportowych dochodzą do głosu ci, którzy zwykle nie zajmują się sportem. Ale to sprawa całkowicie naturalna. W końcu jak zapisano w Dzienniku Ustaw: "[tego typu] wydarzenie ma szczególne, ogólnie uznane znaczenie kulturalne dla populacji danego państwa członkowskiego, w szczególności jako katalizator jego kulturowej tożsamości".

Najważniejsze, by się w tym wszystkim nie zagubić i nie przenosić emocjonalnych wypocin nad fachowe analizy, bo to do niczego pozytywnego nie doprowadzi. Żeby było jasne: przy aferze z tytułami w polskich mediach znajdziemy argumenty zarówno przemawiające za dziennikarzami, jak i za sportowcami, którzy zdecydowanie przemówili jednym głosem w odpowiedzi na te najbardziej krzykliwe tytuły.

Te tytuły w przypadku porażki szczypiornistów z Chorwatami spełniły swoje zadanie. Przyciągnęły uwagę, wzbudziły emocje, a przede wszystkim skłoniły do dyskusji. Tabloidom chodzi tylko o hałas, ale taki już jest ich charakter. Byle się mówiło. Gra emocjami też nie jest tutaj przypadkowa. Ona bardzo dużo dodaje do całego kontekstu. W mediach specjalistycznych chwytliwe hasło musi jeszcze zostać poparte uzasadnieniem w tekście.

Dziennikarze często mają strasznie niewdzięczne zadanie, bo są niejako pośrednikami między kibicami a samymi zawodnikami. Dlatego te prośby o choćby kilka słów - nawet po przegranych zawodach w fatalnym stylu - są tak ważne. Wiemy, że jest naprawdę trudno, ale tym bardziej doceniamy sportowca, który po srogim laniu ma odwagę stanąć i choćby przez chwilę powiedzieć coś na ten temat. A niestety nie wszystkich na to stać.

Piłkarze ręczni mieli tę odwagę, bo to naprawdę twarde chłopaki. Oni w pełni zdają sobie sprawę z tego, co się stało. Sami zresztą określili występ z Chorwatami jako wstyd. Dla nich ogromną karą była ta konieczność dogrania meczu do końca mimo braku jakiejkolwiek nadziei na pozytywne zakończenie. Frustrację też rozumiem, bo to był występ pod ogromnym ciężarem.

Wiedzą, że zawiedli. Wszystko było ułożone tak, by impreza była wielkim świętem – kalendarz rozgrywek ligowych, organizacja meczów w największej hali w Polsce, oprawa medialna, ceremonie itd. Na końcu tego wszystkiego jest właśnie zawodnik, który musi wygrać, bo inaczej wszystko się posypie. Taka jest właśnie istota sportu. Wynik napędza pozostałe elementy.

W dziennikarstwie chodzi o to, by przekazywać PRAWDĘ. A czy nie jest prawdą, że porażka w takim stylu, w tym miejscu, na tym szczeblu i na takiej imprezie to kompromitacja? Tak, tu zdecydowanie pasuje porównanie do piłkarskiego mundialu i porażki Brazylijczyków z Niemcami 1:7. Rozumiem, że trochę inna kultura i mentalność, ale tam też miliony kibiców wiązały ogromne nadzieje z tym turniejem i się po prostu zawiodły. A media zwyczajnie o tym napisały.

Trzeba odłożyć na bok wszelkie euforyczne nastroje po wygranej z wielką Francją, bo... co to ma teraz do rzeczy? By zdobyć medal trzeba było pokonać nie tylko Francję, ale i Norwegię lub Chorwację! Mam wrażenie, że zarówno sami nasi zawodnicy, jak i kibice, ale także media za szybko założyły Biało-Czerwonym medale na szyje. I proszę, znowu główną rolę odegrały emocje. "Chłopacy" (jak o sobie mówią) przecież nie muszą nikomu udowadniać, że są niesamowitymi twardzielami, wystarczy spojrzeć na to, co do tej pory osiągali w poprzednich latach. Lecz w środę dali ciała i to na oczach całej Europy. Porażka to też element sportowej rywalizacji.

Weźmy też poprawkę na to, że sama okładka w prasie to jednak bardziej rzecz artystyczna niż merytoryczna. Ciekaw jestem, kto zagłębił się w treść artykułu pod tytułem "Wstyd" lub "Patałachy". Znacie powiedzenie "nie oceniaj książki po okładce”? Ano właśnie. Inna sprawa, że takich rzeczowych analiz rzeczywiście pojawiło się mało. Tylko kwestia, kto to sprawdził.

Popularność sportu oraz samych zawodników nakręcają media i trzeba mieć tego świadomość. Kilka akapitów poświęcił na tę kwestię choćby trener Andrzej Niemczyk w swojej biografii. Za tym idzie powszechna rozpoznawalność, a wraz z nią na przykład kontrakty reklamowe i okazja do naprawdę dobrych zarobków. Odcinanie się i obrażanie nic nie da, bo w XXI wieku media i sportowcy są od siebie niezwykle uzależnieni.

Jaki z tego płynie wniosek? Żeby nie przesadzić w żadną stronę i wiedzieć, o co w tym wszystkim chodzi. Jak wygrywamy, to wszystko jest cacy, a jak nie idzie, to wszyscy jesteśmy be. Podkreślam raz jeszcze: praca z ludźmi i odpowiedzialność za słowo. Nie chodzi przecież o to, by kogoś zmieszać z błotem, nie mamy takich intencji. Chodzi o oddanie nastrojów. Słowo pisane jest tylko pisane. Nie opatrzymy go muzyką, nie dodamy do niego żadnych filmów omawiających. Ono ma odgrywać mnóstwo ról. I taką właśnie odegrało.

I na koniec tak już pozytywnie dla wszystkich: sport naprawdę potrafi pięknie jednoczyć. Bądźmy razem z naszymi szczypiornistami w meczu o 7. miejsce, potem w kwalifikacjach do igrzysk olimpijskich, a potem mam nadzieję także w Rio. Ta siła ponad podziałami daje kopa – zarówno samym zawodnikom, jak i nam, każdego dnia.

Szczegóły wpisu

Tagi:
brak
Kategoria:
Autor(ka):
ks_jerry
Czas publikacji:
piątek, 29 stycznia 2016 12:08

Polecane wpisy

Trackback

Komentarze

Dodaj komentarz

  • abtarasew napisał(a) komentarz datowany na 2016/04/20 11:08:40:

    Ja nie mogę się doczekać Euro i tego czy kadra Nawałki wypali!

Dodaj komentarz

Wyszukiwarka

Kanał informacyjny

.Pubsport.pl – wpadnij pogadać o sporcie!

sportnaekranie.pl Ko[...]rnik

Pamiętaj, tak się gra (TV)!

Blogi Sportowe Zobacz mnie na GoldenLine