Prawie jak w studio

Krzysztof Sędzicki o różnych wydarzeniach sportowych. Prognozy, opinie, analizy i felietony - prawie jak w telewizyjnym studio...

Wpis

sobota, 20 listopada 2010

GP Abu Zabi: "Renówki" zdecydowały o tytule!

Tak, zaniedbałem swojego bloga, ale to przez dużo pracy w szkole i przede wszystkim konkursy przedmiotowe (historia, matematyka, geografia i informatyka). Po GP Brazylii nałożyło mi się dużo tych obowiązków. Jak dobrze pójdzie, to najważniejsze z nich zakończę już w najbliższym tygodniu roboczym i będę mógł trochę odetchnąć. Ufff...

Ale nie o tym chciałem. Pora na analizę ostatniego wyścigu w tym sezonie. Od razu uprzedzam, że przeanalizuję wyścig o Grand Prix Abu Zabi, a cały sezon podsumuję... hmmm.... później.

Zaczynając chronologicznie, w kwalifikacjach trudno mi było wybrać, czy płakać, czy cieszyć się z 11. pola startowego Roberta Kubicy. Przecież przez cały sezon mówi się, że lepiej jest startować z 6 linii niż z 5., albo nawet i 4. Chodzi oczywiście o opony. Fakt, że można (było) jeszcze na twardych gumach pojechać Q3, ale wówczas jest się skazanym na ostatnie pola z dziesiątki... Cóż... przynajmniej mogliśmy emocjonować się w pełni walką o pole position, które wywalczył Vettel, który w Emiratach czuł się (a raczej "czuje się", bo teraz trwają tam testy) jak ryba w wodzie. W treningach dominował razem z Webberem, ale nauczony doświadczeniem z tego sezonu, nie przywiązywałem większej wagi do wyników sesji treningowych. Ale Niemiec potrafił udowodnić swoją wyższość. Mark Webber już niekonieczne. Szósty czas sesji kwalifikacyjnej sprawił, iż zwątpiłem w mistrzostwo dla niego. Alonso zajmując trzecie miejsce niemal zapewnił sobie tytuł...

Na starcie już Kubica przesunął się o pozycję do przodu. Alonso być może przegrał tytuł na starcie z Jensonem Buttonem, który wystartował niemal idealnie. Ci, którzy bardzo chcieli pozbyć się opon z kwalifikacji, mogli to zrobić już po jednym okrążeniu - Safety Car wyjechał. Gdy Webber i Alonso kilka kółek później uczynili to, znaleźli się za Vitaliyem Petrovem. "No to teraz będzie zwycięski marsz Fernando" - pomyślałem. Efekt widzieliśmy. Na czele jechał Vettel, a gdy on zrobił pit stop - Button, a Niemiec był drugi. Za nim Kubica, a potem mocno naciskający na niego Hamilton. McLareny były jednymi z lepszych na torze w niedzielę. Muszę przyznać, że czołówka wyścigu trzymała się bardzo dobrze biorąc pod uwagę fakt, jechali na miękkich oponach przez pół wyścigu.

Dla zespołu Renault, obok GP Chin to najlepszy wyścig tego sezonu. Obaj kierowcy pojechali znakomicie (jak na możliwości sprzętu oczywiście). Pokazali, że ani Lewis Hamilton, ani Fernando Alonso nie zasługują na Mistrzostwo Świata. Widzieliście, jak nerwowo próbowali wyprzedzać "pszczółki"? Co chwilę jakiś błąd, uślizg i wycieczka poza tor. Nie, takiego mistrza to my nie chcemy...

Sebastian Vettel po postoju w boksach gonił Jensona, straty zniwelował do 8 sekund. Wiadomo było, że jeśli nie będzie niespodzianek, to wygra wyścig, ale nie wiadomo było na którym miejscu w klasyfikacji będzie.

Z wysokim tętnem patrzyłem przed zjazdem na zmianę opon Roberta na jego przewagę nad Fernando. Było 22.5 sekundy. Podczas pit stopu strasznie się bałem, czy znow mechanicy nie nawalą. Na szczęście się udało. Odetchnąłem z ulgą. Polski kierowca pojechał świetny wyścig. Zawdzięcza to wprawdzie atmosferze wokół wyścigu - walce o tytuł, ale i pechowi (czyt. szczęściu) w kwalifikacjach. Myślę, że pozytywnie nas nastroił.

Później już bardzo ofiarnie próbował walczyć Hiszpan, ale nie udało się i to. Podziwiam Christiana Hornera, że wyczekał do momentu, aż Alonso nie przekroczy linii mety. Później już mógł się cieszyć na całego. Jest naprawdę geniuszem. Buduje znakomite auta, sprytnie omijając przepisy. Ten człowiek pozostanie w historii F1 na zawsze.

Ten płacz z powodu wygrania klasyfikacji generalnej Vettela doprowadził również i mnie do łez. Cieszyłem się jego szczęściem. Naprawdę wkładał w to, co robił całe serce, które ścisnęło mu się z radości. Płakałem rówież z tego powodu, że tęskniłem za Formułą 1. Przecież pozostały niecałe 4 miesiące do następnego wyścigu (GP Bahrajnu)... Nie wiadomo jeszcze jak dużo się w tym świecie zmieni... Jest taka prawidłowość, że jak kończy się F1, to zaczynają skoki narciarskie i odwrotnie. To pozwala mi przeżyć jakoś ten okres.

Obiecuję, że napiszę podsumowanie tego sezonu. Nie wiem jeszcze kiedy, ale na pewno napiszę. Były to wyjątkowe miesiące z tym pięknym sportem. Teraz pozostają już tylko testy (w świecie rzeczywistym) oraz gry: rFactor i F1 2010 (w wirtualnej rzeczywistości)...

Szczegóły wpisu

Tagi:
Kategoria:
Autor(ka):
ks_jerry
Czas publikacji:
sobota, 20 listopada 2010 19:40

Polecane wpisy

Trackback

Wyszukiwarka

Kanał informacyjny

.Pubsport.pl – wpadnij pogadać o sporcie!

sportnaekranie.pl Ko[...]rnik

Pamiętaj, tak się gra (TV)!

Blogi Sportowe Zobacz mnie na GoldenLine